Słowianie na Zlocie 3.0 ZHR

Z okazji jubileuszu w Rybakach koło Olsztyna druhny i druhowie, którzy pamiętają tamte lata tworzenia harcerstwa Rzeczypospolitej, spotkali się z kolejnymi pokoleniami decydującymi się na tą przygodę. Nad jezioro Łańskie zjechało 378 drużyn z całej Polski – od Pomorza Zachodniego w tym Patria i Ptaki

po Podkarpacie, a także z zagranicy – Litwy, Ukrainy, Kanady czy USA. Na łąkach rozbito ponad tysiąc 10-osobowych namiotów. Do obozowej pionierki – budowy bram, półek i innych kempingowych sprzętów – harcerze zużyli 60 tysięcy gwoździ i 10 tys. żerdzi. My zaś bez gwodzi na środku naszego pod obozu postawiliśmy okręt ZHRu.

Za zlotową bramą, przy której czuwali kierujący ruchem wartownicy z krótkofalówkami, rzeczywiście wyrosło miasto. Na ogromnym, pagórkowatym terenie namioty ustawione w okręgach zwanych tu gniazdami. W ZHR nie ma koedukacji, więc oddzielne gniazda mają harcerki, oddzielne harcerze. Te dzielą się dalej wedle przynależności do konkretnej chorągwi. Swoje kręgi namiotów rozstawiły więc harcerki m.in. z Małopolski, Ziemi Łódzkiej czy Dolnego Śląska. Własne namiotowe miasteczka zbudowali harcerze z Górnego Śląska, Mazowsza czy Opolszczyzny.

W sercu zlotowego miasta stanęła ogromna kuchnia i kilkanaście wielkich namiotów z ponumerowanymi stolikami, które służyły za jadalnię. Mimo to i tak nie było szans, by 6 tys. uczestników usiadło razem przy stole. Posiłki, jak i korzystanie z pryszniców trzeba było podzielić na tury. Pierwsza musiała się przyzwyczaić do codziennej pobudki skoro świt.

Jak to w miasteczku, pełnym zresztą dzieci i nastolatków, stanęły sklepiki i zlotowa karczma ze słodkościami, lodami, ale też z herbatą czy kawą dla starszych. Choć postawione na polu za lasem, to z płatnością kartą bankową nie było problemu.

Wzdłuż głównej drogi swoje miejsce znalazły miasteczka służb – straży pożarnej i ratowników medycznych. Wzrok niejednego młodego człowieka przyciągały quady z przyczepami do transportu rannych – wszystkie z logo HOPR, czyli Harcerskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. ZHR powołał je w 2002 r. i kształci na kursach pierwszej pomocy własnych ratowników, niosących pomoc podczas zgromadzeń publicznych i imprez masowych.

Odgrodzone pole z kilkunastoma antenami to już sekcja łączności. W namiocie na długich stołach wiją się przedłużacze. Tu ładują się dziesiątki smartfonów i power banków. W gąszczu kabli trudno odnaleźć własny sprzęt. – A i tak nie wszyscy ładują tu telefony. Trzeba być co najmniej drużynowym. Harcerze, którzy nie pełnią wysokich funkcji, mogą przez czas zlotu odpocząć od swoich smartfonów – śmieje się druh, który przetrząsa punkt ładowania w poszukiwaniu własnego telefonu.

Panele słoneczne, drony czy ratownicze quady to tylko jedne z atrybutów nowoczesności na jubileuszowym zlocie. Każdy uczestnik przy rejestracji dostał opaskę na rękę z kodem QR. Imienny identyfikator wydrukowany na plastikowej karcie zaopatrzono w informacje o diecie uczestnika: bezglutenowej, bezlaktozowej, dla diabetyków. Zaś w trosce o środowisko, 120 tys. litrów wody, jakie zużywali dziennie uczestnicy zlotu, w większości pochodziło z pobliskiego ujęcia, a harcerze w zlotowym pakiecie startowym otrzymali butelkę wielorazową z filtrem, by i po powrocie do domu gasić pragnienie kranówką.

Nasi Druhowie są zgodni: najlepsze wakacje to wakacje harcerskie. – Najpierw byliśmy z drużyną na obozie. Na pranie i przepakowanie plecaków mieliśmy półtora dnia, bo zaraz wyjeżdżaliśmy do Warszawy na zlot w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. A z Warszawy przyjechaliśmy na zlot 30-lecia – opowiadają w biegu, bo łapię ich akurat podczas gry, w której ścigają się z czasem, zbierając pieczątki poświadczające wykonanie zadania na kolejnych punktach.

Ta gra to jedna z wielu atrakcji na zlocie. Nasi ludzie nie tylko siedzieli przy ogniskach i szlifowali harcerskie techniki, takie jak terenoznawstwo, samarytanka czy obozowa pionierka i zdobnictwo. W Olsztynie wzięli udział w grze miejskiej, w Gietrzwałdzie przeszli do historii bijąc rekord Guinnessa w tańczeniu belgijki. Podczas igrzysk sportowych wzięli udział w regatach, grali w rugby, rywalizowali w dwa ognie. Do wyboru mieli wiele warsztatów: taniec współczesny, ludowy, hip hop, zajęcia z linami, gry konstrukcyjne, strzelanie z łuków. Wieczorami gromadzili się pod sceną, na której odbywały się koncerty. Dźwięki perkusji do późnych godzin nocnych niosły się po jeziorze.

Choć wydaje się, że współczesne dzieci i młodzież mają wiele propozycji zajęć pozalekcyjnych, a internet, konsole do gry i platformy streamingowe skutecznie odciągają ich od angażowania się w organizacje, a nawet od wychodzenia z domu, to w ostatnich latach w ZHR przybyło harcerzy. Jeszcze w 2015 r. związek liczył 16,7 tys. członków, dziś jest ich niemal tysiąc więcej.

Młodzi ludzie nie tylko siedzieli przy ogniskach i szlifowali harcerskie techniki, takie jak terenoznawstwo, samarytanka czy obozowa pionierka i zdobnictwo. W Olsztynie wzięli udział w grze miejskiej. Wędrownicy zroganizowali wędrówkę do Wilczego Szańca.

Facebook Comments

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.