XXX. Rajd jesienny Archipelag Pamięci [foto+wideo]

 „Każdy osioł potrafi być dobrym skautem podczas pogody.” Robert Baden-Powell czyli XXX. Rajd Jesienny

10 października, w lesie obok podziemnego miasta, odbył się Jesienny 🙂

Na pierwszym punkcie harcerze, harcerki i zuchy musiały wyłonić najlepszą drużynę w grze pif-paf z szabrownikiem.

Gawęda punktowego:

Grabieżców i złodziei, którzy wykorzystali chaos panujący na „Polskim Dzikim Zachodzie” w celu wzbogacenia się. Pojawili się w Nadodrzu praktycznie razem z frontem, często jeszcze przed kadrą urzędnicza. Wielu z nich pochodziło z Polski centralnej lub z sąsiednich regionów, później dołączyli do nich liczni Polacy z Kresów (…) Ale w szabrujących bandach można było znaleźć również ludzi innych narodowości, przede wszystkim byłych radzieckich robotników przymusowych oraz Niemców. Określano ich ogólnie mianem „Rosjan” ponieważ przeważnie nosili stare radzieckie mundury (…) Szabrowników, którzy nie nosili mundurów Armii Czerwonej i mówili po polsku, trudno było odróżnić od prawdziwych osadników, ponieważ często meldowali się w urzędach jako osadnicy na Chorzelinie było ich pełno.”

Na drugim, śpiewając, przekupywały strażnika, by mógł im dać przepustki na dalsze etapy gry.

Przepustka do zamieszkania

Gawęda:

Strategiczne położenie Archipelagu – nie dość, że przy granicy niemieckiej, to jeszcze w newralgicznym miejscu ujścia Odry – powodowało, że mieszkanie, a nawet pobyt na tym terenie podlegał znaczącym obostrzeniom to uderzało w Chorzelinie. W pierwszych latach po wojnie osadnicy musieli uzyskać wizę zezwalającą na zamieszkanie w specjalnej strefie przygranicznej, wydawaną przez Wojsko Ochrony Pogranicza (WOP). Podobne ograniczenia dotyczyły wczasowiczów, którym wydawano specjalne pozwolenia. Te obostrzenia najdłużej utrzymały się w Świnoujściu – aż do 1958 roku przepłynięcie na wyspę Uznam było możliwe tylko po okazaniu specjalnego zezwolenia w posterunku WOP znajdującym się przy przeprawie promowej. Przez długi czas obowiązywało również prawo przymusowego przesiedlenia. W przypadku kłopotów z prawem, czy niepożądanej aktywności społecznej i politycznej przedstawiciele Urzędu Bezpieczeństwa mogli wydać nakaz przymusowego opuszczenia strefy przygranicznej.

Trzeci punkt był z łowieniem ryb.

Mapa Chorzelina

Gawęda:

Brak połowów w czasie wojny spowodował, że na wodach oblewających Archipelag znacznie zwiększyła się ilość ryb. Pojawiły się znakomite warunki do rozwoju rybołówstwa. Tym bardziej, że żywności, zwłaszcza tej bogatej w białko, bardzo brakowało. Rybacy pamiętający pierwsze lata po wojnie wspominają niezmierną obfitość ówczesnych połowów: w Chorzelinie, który miał najmniej zniszczony port, zdawano do skupu około tony węgorza dziennie. Samego węgorza! Tak popularnego obecnie dorsza uznawano za rybę nie wartą rybackiego wysiłku.

Węgorza było dużo… jak ja rybaczyłem to 1 maja miałem 1360 kg, 2 maja 900 kg, 3 maja 700 kg. Jednego miesiąca my zdali ponad 13 ton ryby! A jeden handlarz przyjeżdżał wołgą i daliśmy mu 480 kg ryby. To auto aż było krzywe! Tam gdzie kierowca siedział na przodzie to wór 180 kg miał… A ten handlarz płacił nam 4 zł za kg. Wtedy inna ryba się nie liczyła tylko węgorz… Ryby było bardzo dużo…

Konkurs na najlepsze graffiti był na czwartym czyli rysujemy hasła propagandowe.

Gawęda:

Pod względem pochodzenia wyspiarscy osadnicy nie stanowili jednolitej grupy. Na tereny Archipelagu przybywali ludzie z różnych regionów kraju, przedstawiciele różnych profesji i warstw społecznych. Około 30% przybyłych stanowili mieszkańcy tak zwanych Kresów Wschodnich, czyli terenów obecnej Białorusi, Litwy i Ukrainy. Liczną grupę stanowili Wielkopolanie, a także Warszawiacy, którzy po zniszczeniu stolicy szukali bezpiecznego miejsca na ziemi. Archipelag stał się miejscem gdzie spotykały się i mieszały różne gwary, tradycje, obyczaje i przekonania. Nowego życia musieli się tu nauczyć ludzie przyzwyczajeni do funkcjonowania w zupełnie innym środowisku.

Nie było pracy. Tu byli rybacy, głównie Niemcy i trzeba było na chleb zarobić. Rodzice mieli papiery, które świadczyły o tym, że mają doświadczenie w kierunku kulturalno-oświatowym i zaczęli tu mobilizować… Chociaż głód był, pieniędzy nie było, ale chociaż trochę śmiechu, trochę żartów… Zaczęli organizować taki objazdowy teatrzyk. Tu u nas na wsi, tam na wsi, Przytór, do Świnoujścia, Międzyzdroje. Jakiś grosz był… To żaden grosz, ale jakieś zajęcie było, ludzie się mobilizowali, zjednoczyli się. Aha, jeszcze mamusia zajmowała się malarstwem, skończyła konserwatorium muzyczne, a potem Akademię Sztuk Pięknych w Wilnie. Robiła różne obrazy i takie makatki, bieżniki, sprzedawała po wsi i hasła propagandowe dla partii. I tak myśmy się utrzymywali.

Na piątym była rywalizacja o to, kto zrobi najwyższą wieżę z patyków.Ostatni punkt był z szukaniem skarbu czyli Drużyny musiały znaleźć plakietki oraz puchar.

Gawęda:

Gdy pierwsi osadnicy przybyli na Archipelag, większość miejscowości wciąż była zamieszkana przez Niemców. Znaczna ich część wyjechała jeszcze w 1945 r., jednak tych którzy pozostali, wysiedlano w latach 1946–47. Niemców wywożono grupami. O konieczności opuszczenia domu byli oni informowani na krótki czas przed wyjazdem. Mogli zabrać ze sobą 20 kg dobytku. Część z nich decydowała się na wyjazd indywidualny, nie czekając na zorganizowaną akcję wysiedleńczą. Zdarzało się, że w wyjazdach Niemcom pomagali Polacy. Sąsiadując ze sobą przez kilka lub kilkanaście miesięcy przedstawiciele dwóch narodów zdążyli się dobrze poznać.

Po zakończeniu wszystkich punktów i zliczeniu z nich punktów, okazało się, że wygrały trasie zuchowej zuchenki. Na grze wędrowniczej grę wygrał Wojtek, na trasie harcerek 27.

ps. Bartkowi dziękujemy za plakietki, a chłopakom z Ptaków i Julce z Koniczynek za punkty.

 

Facebook Comments

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.